maj'09
K i e d y
Kiedy bierzesz oddech
Ktoś-nie wiesz kto
Umiera w tej samej chwili traci rozum
Więc nie robisz nic bo po co
I niby jak
Milion się rodzi milion umiera gaśnie
Trochę jak gwiazdy
One nie są okrutne my też nie
Wiesz zdajesz sobie sprawę jak krótko
Wiesz nie wolno o tym myśleć
To podobno chroni
Każdy ma coś na szczęście na obronę
Pamiętasz
Kamyk wisiorek etykietkę z butelki
Z daleka jak śmieci
Dla innych zwykły recycling naszego życia
Trochę odsegregować
Co dziś nie powinno być wyrzucone
Rozejrzyj się zrozumiesz
A ludzie wszystko wykorzystają
Kosmos rośliny zwierzęta wodę
I co ciekawe samych siebie
Czasem mam ochotę stać
Nie siedzieć na ściętym drzewie nie jeść zabitego zwierzęcia co cierpiało
Ale kto nie cierpi
Nie jestem ekologiem wegetarianką
do zielonego zabrakło mi paru kolorów
czasem też brakuje powietrza
siedzę wszyscy obgryzają kości i paznokcie
a ja chcę wstać
oni patrzą wtedy w górę wycierają twarz serwetką
udają że kiedyś nie jedli palcami
nie bili się nie mordowali nie kradli gwałcili i bynajmniej
nikt nigdy nie chodził nagi
w tym ostatnim coś jest w końcu wszyscy od zawsze zakrywali swoje tajemnice
ja też oni bardziej nie szkodzi
ale siedzę z nimi
też wyciągam serwetkę łapię kości
i gdy ktoś wstanie patrzę oburzona
nie jestem bezwolna
robię to na swoje życzenie i każdy tak powinien
kwestia przystosowania
oddech każdy myśl śmierć narodziny
w końcu nigdy nie zauważamy
kiedy bledną gwiazdy