Saturday, 13 February 2010

A jutro Walentynki





Jutro mam korki z matmy, ale mi się nie chce.
Muszę coś na jutro narysować swoją drogą.

Thursday, 11 February 2010

Pociąg.

Jutro cały dzień spędzę na płaczu.

Zdecydowanie będzie mi tego wszystkiego brakować.
Czasami jest tak, że po pewnym czasie aż trzeba się rozstać, żeby odetchnąć. U jednych trzeba paru dni, u innych paru tygodni.
W tym przypadku parę dni to było mało. I jeszcze parę bym chętnie przeżyła, i raczej bez narzekania.

Kurwa.
To takie przyjemne, tak się budzić koło kogoś, jak się wychodzi to okrywać kogoś kołdrą, robić herbatę i takie tam. I sobie siedzieć, nawet jak cicho. I po prostu być.


Ale tym razem chociaż mam zdjęcie.

Saturday, 6 February 2010

A to feler

MM dziś pojechała. Pociąg jak zawsze się spóźnił, nie wiem, ludzie na siłę te pociągi do Krakowa zatrzymują czy co?
Bardzo nie lubię pożegnań. Niektóre przychodzą mi łatwiej, ot, wiem, że z MM w zasadzie co weekend mogę się zobaczyć, mamy telefon domowy. Z niektórymi pożegnanie to tylko pomachanie ręką lub luźne "To do później!", a do niektórych przyciskam się cała, żałując, że nie potrafiłam wykorzystać każdej minuty. Zawsze wtedy myślę, że będę lepiej pilnować czasu, nie będę go marnotrawić. A potem wracam do domu i włączam komputer.


Będę rysować komiks z Holmesem i Watsonem. Czuba jest cudowna że mi pisze plota, uwielbiam ją za to, no po prostu.
Widziałam dziś filmiki z Judem i RDJ a propos kręcenia "Sherlocka Holmesa". Nie, nic z tego nie wynika, może poza lekkim bananem na mojej twarzy.
Jest mi dziś jakoś dobrze. Zazwyczaj czuję się tak tylko momentami, minutami, dopóki mnie coś nie rozproszy. A teraz siedzę, piszę, słucham OST z Holmesa, leci soundtrack ze Skinsów, czekam aż Czuba prześle mi plota i czytam "Przygody Sherlocka Holmesa". Bo uznałam, że czytając tą książkę w wieku 10 lat nie łapałam wszystkich fajnych motywów. A teraz się cały czas uśmiecham.
Trafiłam na świetną stronę dziewczyny, która fanartuje Shwatson.
http://watson-imscared.com/index2.html
uwielbiam jej styl!

Friday, 5 February 2010

Sherlock Holmes





Cóż, wczoraj obejrzałam ten film czwarty raz i jestem gotowa iść do kina kolejne 3. Jakoś mnie wzięło, chyba wypada odświeżyć sobie serię na papierze. I może obejrzę poprzednie filmy, pomijając ten dziwny serial gdzie Holmes jest psem. Hm.

No ale ogółem to siedzę i rysuję Jude'a i Roberta Downeya Jr w tych rolach z SH. I nie mogę przestać, co gorsza.
Strasznie podoba mi się jak Robert zagrał Holmesa. Bo tak jak, prawda, większość czasu spędziłam na wgapianiu się w Law, tak wydaje mi się, że Robert wykazał się w pewnym sensie lepszymi zdolnościami. Bo jego ruchy były... no, inne niż normalnie w jego filmach. Było w nim widać to roztargnienie jakie zawsze jest przypisywane geniuszom, i to nie tylko poprzez ubranie, ale poprzez te właśnie specyficzne ruchy. Bo Jude w sumie grał jak zawsze- trochę pomarszczył brwi, trochę pounosił głowy, rozkochał mnie jak zawsze swoim pięknym akcentem i głosem z lekką chrypką.
No i się skończyło.
Słuchamy z MM ścieżki dźwiękowej z Holmesa i rysujemy shwatson.

Kocham ferie.

Wednesday, 3 February 2010

Te blogi


Kocham ich.





Właśnie, w sumie śmieszna sprawa z tymi blogami.
Wstawię na niego moje parę wierszy, coś, co pokazuję tylko tym, którzy, jak mniemam, nie wyśmieją, zrozumieją i pomyślą.
A tak wystawiam to, co myślę, na widok publiczny.

Ale jakoś się nie boję.
Ja chyba mam wszystko trochę w poważaniu. Do pewnego stopnia. Bo mniej boli krytyka pisana przez kogoś, kogo nie znam, niż durne, krzywe spojrzenie, które rzuci mi kolega w szkole na przykład. Krytykę, zwłaszcza tą trollową, odrzucam od siebie. Spojrzenie pali mnie przez najbliższy miesiąc.

I tak wiem że nikt ich nie przeczyta, za dużo blogów, za mało czasu.
maj'09

K i e d y


Kiedy bierzesz oddech
Ktoś-nie wiesz kto
Umiera w tej samej chwili traci rozum
Więc nie robisz nic bo po co
I niby jak
Milion się rodzi milion umiera gaśnie
Trochę jak gwiazdy
One nie są okrutne my też nie
Wiesz zdajesz sobie sprawę jak krótko
Wiesz nie wolno o tym myśleć
To podobno chroni

Każdy ma coś na szczęście na obronę
Pamiętasz
Kamyk wisiorek etykietkę z butelki
Z daleka jak śmieci
Dla innych zwykły recycling naszego życia
Trochę odsegregować
Co dziś nie powinno być wyrzucone
Rozejrzyj się zrozumiesz

A ludzie wszystko wykorzystają
Kosmos rośliny zwierzęta wodę
I co ciekawe samych siebie

Czasem mam ochotę stać
Nie siedzieć na ściętym drzewie nie jeść zabitego zwierzęcia co cierpiało
Ale kto nie cierpi
Nie jestem ekologiem wegetarianką
do zielonego zabrakło mi paru kolorów

czasem też brakuje powietrza
siedzę wszyscy obgryzają kości i paznokcie
a ja chcę wstać

oni patrzą wtedy w górę wycierają twarz serwetką
udają że kiedyś nie jedli palcami
nie bili się nie mordowali nie kradli gwałcili i bynajmniej
nikt nigdy nie chodził nagi
w tym ostatnim coś jest w końcu wszyscy od zawsze zakrywali swoje tajemnice
ja też oni bardziej nie szkodzi

ale siedzę z nimi
też wyciągam serwetkę łapię kości
i gdy ktoś wstanie patrzę oburzona
nie jestem bezwolna
robię to na swoje życzenie i każdy tak powinien

kwestia przystosowania

oddech każdy myśl śmierć narodziny
w końcu nigdy nie zauważamy
kiedy bledną gwiazdy
grudzień'09

A u t o p o r t r e t

Wyglądam chyba jak każdy skóra normalna uszy oczy usta
Słyszę mało bo nie chcę
Widzę co prawda chyba trochę inaczej i nieco większe (minus 3 zobowiązuje)
Usta mówią dużo tylko bezsensu
Bo już jakieś parę lat temu nauczyłam się że mądrze to się pisze lub myśli
Usta i tak przekręcą słowa kłamią tylko to co niewypowiedziane jest prawdziwe
Włosy w zasadzie nic nowego przycinam sama
Nie lubię przeklinać u fryzjera

Kiedyś przywiązałam plastikowe krzesełko do czterech balonów z festynu
Miałam szczerą nadzieję na lot unosiły się pod sufitem pełne helu
Bardzo się rozczarowałam kiedy się okazało że jednak
Grawitacja kocha mnie bardziej i nigdzie nie polecę
Ani ja ani różowy królik od taty

Dużo mdlałam od słońca czy stuknięcia w kolano
Kiedyś w celu ocucenia wystawili mnie za nogi z okna (naprawdę dziwne uczucie)
Otworzyłam oczy a tu świat do góry nogami
Chyba od tamtej pory się nie odwrócił

Mieszkam na drugim piętrze akurat tyle że męczy po długim dniu
Ale wstyd wołać windę
Spotykam się z ludźmi rozmawiam sporo
Tylko mało kogo lubię
Szanuję i rozumiem (wstyd wstyd) jeszcze mniej
Chcę być jakimś poetyckim stróżem wartości tak myślę
Albo rysownikiem
Ale jestem człowiekiem

Wartości przeciekają przez palce
Chowają się przed oczami
Nie dają się wypowiedzieć
grudzień'09


P o s z k o l e

W telewizji obejrzała reportaż na żywo z jakiegoś miasta buchającego żarem. Chyba Amerykanie znów wojują albo inni terroryści. Ludzie tam mają brzydkie twarze, świecą im się nosy i tak niefortunnie krwawią. Nie zjawiskowo, po prostu- na czerwono. Zjadła kanapkę z dżemem z kawałkami truskawki. Przeczytała na toalecie rozdział książki. Duża czcionka, grupa mężczyzn gwałci kobietę. Zachichotała na słowo „penis”. Włączyła komputer i napisała szybki, anonimowy komentarz pod zdjęciem koleżanki. Głupia pizdo, giń. Okrucieństwo najwyższego stopnia, bo bezmyślne. A potem, zanim poszła spać, usprawiedliwiona głupią młodością lub też młodą głupotą, zapłakała nad dziurą w swojej sukience, wycenionej, czego już nie wiedziała bo po co i skąd, na małe spuchnięte rączki i niecałego dolara za dzień pracy.

Kolejny z serii- szczyt frustracji pewnej grudniowej nocy

grudzień '09

D z i ś


Czasami pewna garsteczka garstunia gubi się troszeczkę
Rodzą się nie tak jak trzeba nie ma wojen ani walk o niepodległość
Ciężko być bohaterem
Nikt nikogo nie gnębi
Ostentacyjnie
Jak bronić
Może przed nauczycielami oni zawsze chcą źle okrutni
I przed matczyną miłością(ona też zabija)
Wszystko macie na wyciągnięcie ręki mówią
Czyli nieosiągalne
Snujecie się po ulicach rozprawiając o ideałach
Dawno pogrzebanych w grobach nie tyle twórców co wyznawców
Nie widzicie nieba w swoich oczach
Przysłonięci jesteście klasykami oportunistami i innymi takimi
Co to ładne hasła wymyślali
Moje ładniejsze czy twoje a kogo to obchodzi każde takie samo
Tylko inaczej ubrane
inny fason i kolor marka nieco zmieniona ale wiadomo wszyscy czerpią z jednego źródła
W swojej głupocie tępicie tępotę głupoty
Lepsi więcej wiecie każdy mistrzem dla jakiejś Małgorzaty
I jednocześnie Piłatem
Znawcy każdej dziedziny życia oprócz tej na której powinni się skupić
Czyli sobie samych
Nie da się spojrzeć w środek istnienia prawda coś zasłania oczy
nie pozwala Może przerost ego kolego
A jak ktoś przypadkiem coś zobaczy to szybko szybciutko odwracaj główkę
Kto by tam chciał się spoufalać z kimkolwiek już na pewno nie z samym sobą
Załóż ciemne okulary wbij wzrok w brunatne kamienie będzie lepiej Kiedyś

Podobni tacy do siebie do matki dziadka ciotki stryjecznej a ruchy trochę
kocie
ale nie dam głowy
mimo wszystko ją cenię

tylko tacy jacyś lekcy biegną gdzieś bez opamiętania lekko
lekko bez bagażu doświadczeń
wiotki kręgosłup moralności pozwala na rozmaite akrobacje
a matki zakrywają twarz rękoma zerkają przez palce
pięknie nie pęknie zerwie się lina zerwie się kręgosłup
co zaboli bardziej
upadek czy rozkładek
nowatorskie działania wciąż wcielacie w życie i śmierć
dokąd
jak daleko można przekroczyć nienaruszalne granice
jak mocno można zapomnieć
nikt nigdy w historii ludzkości (a jeśli tak to proszę o szczegóły)
nie był idealny każdy choć raz usłyszał cieniutki głosik sumieńka
no przynajmniej poczuł jego oddech na karku nawet jeśli to był oddech matki czy policjanta z rogu
a wy co chcecie krzyku huku rozsadzającego głowę i wszelkie
dotychczas uznawane wartości świętości
mózg na ścianach nie rusza tak samo krzyż
z tym że krzyże trzeba zdjąć
chcecie krzyku rozpaczy wszystko wolno prawda
wrzasku trzeba wam sumienie ogłuszyć
zatracić się w krzyku tak
tak
nie słyszeć ludzi dookoła
słyszeć tylko jednostajne tempo serca tylko po tym to poznacie

ciche kroki
to życie ucieka odwracając zdjętą wstrętem przerażeniem twarz

Przegląd

grudzień '09



Poezja nic już nie warta
Ci co czytają wiedzą przecież
Mogą się uśmiechnąć na co ładniejszą metaforę
Ci co nie czytają powinni
Ale oni to co innego inna bajka inna zupełnie strofa nie ten wers
Oni zamiast moralnych rozterek wolą narysować na lekturze środkowy palec
Albo inny taki
organ męski
Nakleić gumę pod ławkę
Na przedstawieniu oglądać twarze dookoła w końcu gra aktorska to łatwizna
Nie ma co patrzeć wszyscy tacy sami
Lepiej grać na telefonie niż obejrzeć film
Kto to widział żeby robić filmy o jakiejś tam historii
Katyń generał Nil o papieżu który został człowiekiem czy jak to szło
Wszystkie podobne słaba obsada zero efektów specjalnych nikt nie chce
Słuchać echa pokoleń
Wolą muzykę w klubach
Szkoda że ich więcej wszędzie


A poetyckość ginie śmiercią powolną

I cichą


jak manifest moralistów w domu publicznym
grudzień '09

Warszawski kataryniarz



Pojawił się na środku jak czarodziej zupełnie podobnie wzbudzając śmiech

Każdemu przez twarz przebiegł uśmiech bo kto to widział mieć takie siwe włosy

Zmierzwione jak u wirtuoza

ale gdzie on wirtuozem

Tacy to grają w złotych salach a ten tu tylko ciska przyciski

Snuje się po bruku ciągnąc za sobą wóz pełen pajacyków skrzyni drewnianych

Zapomnianych melodii

Zaczął się rozkładać pod fontanną

Nawet syrenka spojrzała na niego z góry ona przywykła słuchać opowieści

Może krzyków bohaterskich no jeszcze wyznań miłości

Nie kataryniarzy

Matki postały chwilę kiwając głowami

Pewnie się nie uczył

Dzieci podbiegły patrzą w zadumie na jego skostniałe palce nie mówią nic

Bo nie wolno mówić do takich presja społeczna

Ojcowie otoczyli matki silnym ramieniem dzielnie pracującym dzień po dniu

Wystukując codziennie sumy na komputerze dzień w dzień taki sam rytm

też muzycy

Nic nie rzekli litościwie milczeli a spojrzenie starcza

Tylko dwie babcie wolno przemierzające rynek i życie spojrzały przelotnie bez emocji ze zrozumieniem

Mogłam do niego podejść zostawić monetę za niezagraną jeszcze melodię

Ale minęłam bez słowa śpiesząc się na najbliższy autobus


No decency


Jak ja dawno nie pisałam. Aż wstyd.

Ostatnio zastanawiało mnie wiele rzeczy. Bo nie rozumiem. Czy jakieś poczucie przyzwoitości umiera? Nie, żebym była święta. Ale jak czasami patrzę co ludzie w internecie wyprawiają, zwłaszcza, nie daj boże, jak są anonymous, to mnie krew zalewa, żal ściska serce a na usta cisną się przekleństwa.


Ja nie rozumiem, co sprawia, że normalni, zdrowi ludzie, którzy zapewne chodzą do normalnych szkół, normalnie gadają ze znajomymi, normalnie jedzą, normalnie oglądają telewizję, to jak siadają przed komputerem stają się jakimiś pochrzanionymi kreaturami bez zasad? Ja się chyba za bardzo przejmuję.
No i może to ja jestem chora, że uważam, że nawet postaci z filmów, książek czy komiksów należy szanować. Jak nie szanujesz wymyślonej postaci, to czemu masz szanować ludzi w realu. Tylko ze strachu? Że cię grupa odrzuci? Bezsens. Jak można czytać komiks narysowany przez fana, gdzie wymyśloną prze jakiegoś nieznanego ci człowieka postać gwałcą, wyzywają, biją, obrażają, maltretuja psychicznie i fizycznie, i mówić, że to "epic win" czy inne "awesome" ?
No jak.
A jak się takim zwróci uwagę, że świat coś chyba się zagalopował i przesadzają i żeby się opamiętali, to się rzucają, że się nie znasz na psychologii, na seksuologii, że to normalne że lubią oglądać gwałty. No matko.

Albo teksty z serii "Bo granice moralności się rozszerzają"
No ja ciekawa bardzo jestem. Bo ja zawsze sądziłam że moralność to jedna jest i niezmienna.
Nie wiem. Może za dużo Herberta czytam i jestem przewrażliwiona. Może też powinnam się "fapować" do tych świetnych dzieł literackich jakimi są porno fanfiction czy inne gangbangi rysowane. Głowa mnie boli.


MM siedzi przy biurku. Przyjechała z Krakowa- jak zawsze pierwszego dnia miałyśmy "cichy wieczór". Czyli ona była zirytowana, a ja na chama udawałam że nic nie widzę. Bo wolę kiedy ludzie mówią sami, o co im chodzi. Nawet jeśli wiem.
Ale teraz jest fajnie. Późno, ferie, spokój. Lubię być sama, ale lubię też być sama z kimś obok.

Poniedziałku się nie mogę doczekać. Boże, ciekawe czy wytrzymamy. Bo M nie zdaje sobie chyba sprawy, jaki ja potrafię mieć charakter.


W stolycy mojej 19 marca SDM jest. Muszę iść.
Leci w tle ścieżka dźwiękowa z Holmesa. Not in Blood, but in Bond. Anyone finds this movie so awesomely gay, too?


A rysunek nie mój. Ale się utożsamiam, aż za bardzo.